Jak trudno zdać egzamin na prawo jazdy wiemy wszyscy. Każdy z nas słyszał o osobach, które mimo wielu prób, wielu godzin dodatkowych szkoleń nie są w stanie zdać egzaminu. Czy nie nadają się na kierowców? A może ilość godzin to nie wszystko i warto też zainwestować w jakość szkolenia? Poniżej kilka porad, jak wybrać dobrą szkołę jazdy.
Przede wszystkim zaczynamy od wizyty na stronie lokalnego Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego. Szukamy listy szkół jazdy w naszym regionie oraz informacji, jaką dana szkoła ma zdawalność i ilu kandydatów z uczniów danej szkoły do egzaminu przystępowało. Wybieramy szkołę, która ma wysoką zdawalność i wielu kandydatów. Następnie zasięgamy języka w internecie. Na regionalnych forach internetowych, a także na specjalnych stronach poświęconych wyłącznie opiniom na temat szkół jazdy znajdziemy wiele przydatnych informacji. Oczywiście aktualną pozostaje zasada, że z trzech niezadowolonych klientów każdy napisze post krytykujący firmę, a z tysiąca zadowolonych żaden. Jednak duża liczba negatywnych opinii powinna dać nam do myślenia. Warto też popytać wśród znajomych, którzy już mają prawo jazdy za sobą, gdzie zdawali, jakiego instruktora polecają i tak dalej. Kolejna ważna sprawa – wybieramy instruktora, nie szkołę! Wszystko zależy od instruktora, z którym będziemy jeździć, można zdać za pierwszym razem jeżdżąc z rewelacyjnym nauczycielem w kiepskiej szkole, lub oblewać wielokrotnie, ucząc się pod okiem kiepskiego instruktora w świetnej szkole. Ważny jest nauczyciel. Co więcej, powinno się jeździć z kilkoma różnymi. Najlepiej na koniec szkolenia dodatkowo przejechać się po godzinie-dwie z trzema, czterema instruktorami i poprosić, by markowali egzamin. Chodzi o to, abyśmy przyzwyczaili się do obcej osoby w samochodzie, która obserwuje naszą jazdę, ale nic nie mówi. Pozwoli nam to uniknąć stresu podczas egzaminu. Rodzimy instruktor z reguły cały czas komentuje jazdę.
Wiele szkół jazdy reklamuje się jako takie, które jeździć nauczą praktycznie każdego. Stąd wiele wśród ich kursantów osób starszych, które dopiero zaczynają przygodę z jazdą za kółkiem. Często są to kobiety, wdowy na emeryturze. Po śmierci męża lub utracie przez niego zdrowia panie po sześćdziesiątce są zmuszone do zrobienia prawa jazdy, bo samochód marnuje się w garażu. Często też jest tak, że osoby te całe życie marzyły o prowadzeniu pojazdów, ale nigdy nie miały czasu na kurs, jazdy, dodatkowe godziny, ponieważ pracowały zawodowo, zajmowały się dziećmi czy chorymi rodzicami. Emerytura jest więc okazją do realizacji marzeń. Jednak Senat Rzeczypospolitej Polskiej rozpoczął prace nad zmianami prawa, w efekcie których seniorzy nie będą już dostawać bezterminowego prawa jazdy. Będą musieli co pewien okres czasu, według projektu co roku, przechodzić badania lekarskie i, być może, zdawać ponownie egzamin. Te ograniczenia wynikają ze statystyk. Coraz więcej wypadków jest powodowanych przez osoby po sześćdziesiątym roku życia. Wiele z nich trwale zażywa leki, które nie pozostają obojętne dla organizmu i mogą mieć znaczny wpływ na czas reakcji takiej osoby na przykład podczas wypadku. Kolejny czynnik to pogarszający się z wiekiem wzrok i słuch. Przytępienie zmysłów również nie sprzyja bezpiecznej jeździe. Te i inne powody sprawiają, iż w Polsce rozważa się zmianę prawa i wprowadzenie dodatkowych badań i egzaminów dla seniorów. Seniorzy jednak nie chcą być poddawani dodatkowym badaniom, głównie ze względu na ich wysokie koszty. Boją się, iż osoby starsze będą je musiały pokryć z własnej kieszeni. A, jak powszechnie wiadomo, dla osób na emeryturze liczy się każda złotówka, nawet jeśli dysponują samochodem, to z reguły liczą się z każdym groszem. Pomysłodawcy projektu dążą jednak do tego, aby badania były refundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Seniorzy jednak przekonują, że statystycznie to nie kierowcy najstarsi powodują najwięcej i to najniebezpieczniejszych wypadków, lecz osoby przekraczające dozwoloną prędkość.